Najciemniejsze zakątki energii alternatywnej: od paliwa dla kotów po satelity słoneczne

13

Chcesz porozmawiać o beznadziejności naszych czasów? Spójrz na ceny benzyny. Spójrz na sieć energetyczną. Stoimy w obliczu kryzysu klimatycznego i presji ekonomicznej, która sprawia, że ​​każdy dziwaczny pomysł staje się poważnym kandydatem do Twojego garażu.

Ale niektórzy kandydaci są dziwniejsi od innych.

Wszyscy słyszeliśmy o etanolu kukurydzianym. O biodieslu z soi. Znamy ten scenariusz. Ale co jeśli powiem Ci, że gdzieś ktoś poważnie dyskutuje nad opłacalnością biopaliw dla kotów? Nie, naprawdę. Internet lubi żartować, że nasze wnuki będą patrzeć wstecz i śmiać się z naszego uzależnienia od „brudnych skamieniałości”, zastanawiając się, dlaczego po prostu nie spaliliśmy kolejnych martwych kotów.

To brzmi jak nauka poboczna. To brzmi jak mem na dobranoc. Ale w rzeczywistości jest to realna koncepcja, która została wysunięta w marginalnych kręgach naukowych, często jako czarny, humorystyczny kontrargument w debacie na temat żywności kontra paliwa. Logika jest następująca: koty to drapieżniki. Jedzą mięso. Mięso jest bogate w węgiel. Spal kota, zyskasz energię.

Czy to działa na dużą skalę? Absolutnie nie. Czy to jest etyczne? Już samo pytanie wywołuje ciarki na skórze. Ale uwypukla przerażającą prawdę o naszym poszukiwaniu alternatyw: gdy stawka jest tak wysoka, granica między „innowacyjnością” a „szaleństwem” zaciera się.

Kryteria dziwnej energii

Zanim zagłębimy się w rzeczywistą listę dziwnych paliw, które pewnego dnia mogą zasilać Twój sedan, musimy zrozumieć, dlaczego niektóre pomysły się sprawdzają, a inne znikają w eterze.

Energia to nie tylko spalanie rzeczy. Gdyby tak było, nadal spalalibyśmy olej wielorybi. Aby stać się realną alternatywą dla paliw kopalnych, źródło musi przejść rygorystyczną triadę testów:

  1. Wytworzona energia netto: Czy wytwarza więcej energii, niż potrzeba do jej wytworzenia, zebrania i przetworzenia? Jeśli wydasz 100 kalorii pracy, aby uzyskać 90 kalorii ciepła, jest to porażka.
  2. Skalowalność: Czy możesz mieć tego dość? Źródło paliwa nie ma żadnego zastosowania, jeśli istnieje tylko w jednym laboratorium w Zurychu.
  3. Profil zanieczyszczenia: Czy oczyszcza powietrze, czy po prostu zastępuje wycieki ropy spływem środków chemicznych?

Większość pomysłów na tej liście zawodzi w jednym lub kilku z tych punktów. Niektóre są czystą poza nauką. Inny? Czekają na patent, aż cena ropy ponownie wzrośnie o 400%.

10: Martwe koty (biopaliwo Cat)

Usuńmy słonia z pokoju. A dokładniej kot.

Pomysł wykorzystania zwłok zwierzęcych jako paliwa nie jest nowy. Zakłady przetwórcze robią to od dziesięcioleci, produkując smalec i karmę dla zwierząt domowych. Ale biopaliwa dla kotów jako główne źródło energii? W tym miejscu dochodzi do absurdu.

Dlaczego ludzie o tym mówią? Ponieważ jest dużo kotów. W samych Stanach Zjednoczonych co roku dokonuje się eutanazji milionów ludzi. Teoretycznie masz ciągły, choć niejasny, łańcuch dostaw. Gęstość kaloryczna kota jest porównywalna z gęstością kaloryczną innych ssaków. Tłuszcz można destylować na biodiesel. Resztę możesz wysuszyć i spalić na ciepło.

Ale tu jest haczyk. Koty są małe. Będziesz potrzebować skali przemysłowej

Pomysł tankowania pojazdu resztkami kotów brzmi jak ostatni żart czarnej komedii. Jednak w 2005 roku niemiecka gazeta opublikowała artykuł, w którym twierdziła, że ​​wynalazca odkrył tajemnicę silników pracujących na śmieciach. Źródło paliwa? Śmieci. W szczególności martwe koty.

Wiadomość ta szybko rozprzestrzeniła się we wczesnych publikacjach internetowych. Szczegóły były naturalistyczne. Mówiono, że do pełnego zbiornika potrzeba 20 kotów. Według doniesień obrońcy praw zwierząt byli zszokowani tą perspektywą, co dodało moralnego oburzenia do technicznego absurdu.

Pod tą krwawą historią kryło się trochę prawdy. Dr Christian Koch faktycznie wynalazł urządzenie, które może przekształcić odpady w biodiesel. KDV 500 przetwarza papier, plastik i odpady ogrodowe. Zamienia śmieci w paliwo za ułamek ceny zwykłej benzyny na stacji.

Ale koty? Składający się. Dziennikarz kreatywny prawdopodobnie dodał ten przerażający szczegół, aby przyciągnąć czytelników. Koch w swojej pierwotnej propozycji nigdy nie wspomniał o kotach. Technologia istnieje. Historia została sfabrykowana.

Wciąż czekamy na obiecaną rewolucję w energetyce alternatywnej. Martwe koty nadal są wykluczone z menu.

Paliwa alternatywne, które budzą zdziwienie

Kolejna pozycja na liście niezwykłych źródeł energii wymaga innego rodzaju wyrzeczeń. Mówimy o płynie, do którego przywiązuje się wiele osób. Zwłaszcza podczas upałów.

9: Piwo

To nie jest piwo. Ale jest na tyle blisko, że ślinka ci cieknie, jeśli kiedykolwiek myślałeś o samowystarczalności. Etanol to zasadniczo destylowany alkohol wytwarzany w wyniku fermentacji cukrów, taki sam jak ten, który znajduje się w butelce whisky. Istnieją już technologie umożliwiające tankowanie samochodów czystym etanolem. Spójrz na Indy Racing League. Używa go każdy samochód na tym torze. Dlaczego więc przeciętny miłośnik motoryzacji nie kupi po prostu torebki cukru, ustawi destylator w garażu i napełni w domu?

Ta koncepcja brzmi jak wolność. I dla wąskiej grupy entuzjastów tak właśnie jest. Ale podczas skalowania ta logika się załamuje. Gospodarka jest tutaj jak pęknięta opona.

Spójrzmy na Stany Zjednoczone. Cukier potrzebny do wytworzenia wystarczającej ilości paliwa do utrzymania samochodu w ruchu kosztuje więcej niż benzyna, którą ma on zastąpić. Surowce kupujesz po cenach detalicznych, a firmy energetyczne kupują je na wagę. Do tego dochodzi bariera prawna. Destylacja alkoholu na swoim podwórku jest przestępstwem federalnym, chyba że masz specjalne zezwolenia. Nawet jeśli je posiadasz, po drogach publicznych nie możesz jeździć na czystym etanolu. Domowe gorzelnie są prawnie zobowiązane do stworzenia mieszanki. Nie można po prostu wypić produktu i jeździć nim.

Prawdziwym zabójcą nie jest prawo. To są koszty pracy.

Istnieje część populacji, która uwielbia projekty. Mają umiejętności. Mają czas. Chcą przygotowywać własne paliwo. Aby jednak energia alternatywna naprawdę zmieniła sposób, w jaki się poruszamy, musi działać na rzecz osoby, która chce po prostu dostać się do pracy. Grupa demograficzna „matki zabierające dzieci na mecz piłki nożnej” – każda osoba, która nie jest inżynierem-amatorem – potrzebuje systemu, który nie wymaga dyplomu z chemii ani wniosku o pozwolenie.

Nie naśmiewamy się z nich. Jesteśmy realistami. Każde źródło paliwa, które wymaga więcej wysiłku niż podłączenie do gniazdka lub postój na stacji benzynowej, wiąże się z wyzwaniami. Konsumenci są leniwi. Akceptujemy to. Chcemy wygody. Jeśli proces jest bardziej złożony niż alternatywa, umiera.

Pomimo szumu, realną szansę ma kilka alternatywnych źródeł energii. Są po prostu… dziwni. Niezwykłe. Ale dlatego to czytasz, prawda?

8: Trociny i odpady drzewne

Następną opcją jest całkowite unikanie cukru. Zwraca uwagę na stertę śmieci. Mianowicie wiązka trocin i odpadów drzewnych powstałych w tartakach, fabrykach mebli i przy architekturze krajobrazu. Tu nie chodzi o sadzenie nowych lasów. Mówimy o wykorzystaniu odpadów, które już wyrzucamy.

To brzmi szalenie. Jak wydobyć energię z trocin?

Spójrz na liczby. Typowy amerykański tartak przerobił w 2001 roku 7,1 miliona metrów desek drewna. Pomnóż to przez liczbę tartaków na Ziemi. Skończysz z ogromnymi górami odpadów.

Większość z nich jest po prostu wyrzucana. Część tej kwoty trafia do produkcji płyt wiórowych lub pelletu do pieców. A co z resztą? Po prostu tam leży. Gnicie. A gnijące drewno uwalnia metan. Jest to silny gaz cieplarniany. Jest to zagrożenie dla środowiska.

Istnieje rozwiązanie. Dostarcz trociny do elektrowni przeznaczonej do ich spalania. Ciepło zamienia się w prąd. To nie jest teoria. To już się dzieje. Nigeria buduje właśnie w tym celu elektrownię o mocy 14 megawatów. Pobliskie tartaki będą transportować trociny na stację ciężarówkami. Wytworzona energia elektryczna będzie zasilać te same tartaki. Ewentualna nadwyżka będzie sprzedawana do krajowej sieci energetycznej.

To działa. Ale następne paliwo? To sprawi, że się skrzywisz.

Kanada jest gotowa spróbować.

Dlaczego nie?

7: Brudne pieluchy

Czy odpady drzewne naprawdę mogą zastąpić paliwa kopalne w wytwarzaniu energii elektrycznej?

Logistyka drewno-energia już demonstruje swoją opłacalność na rynkach wschodzących. Nigeryjski projekt demonstruje system zamknięty: tartaki dostarczają paliwo, elektrownia dostarcza energię elektryczną, a sieć otrzymuje nadwyżkę. Dzięki temu problem środowiskowy – gnijąca biomasa – staje się źródłem czystej energii.

Kluczem jest tutaj skala. Poszczególne gospodarstwa domowe nie są w stanie wyprodukować wystarczającej ilości trocin, aby miało to znaczenie. Jednak przemysłowa obróbka drewna powoduje powstawanie ton produktów ubocznych. Centralizując te odpady, unikamy emisji metanu i tworzymy odnawialną bazę do produkcji energii elektrycznej. Nie jest to łatwe. To jest konieczne.

Brzmi to jak puenta z horroru, ale zużyte pieluchy mogą faktycznie zasilić Twoją następną podróż samochodem. Cóż, może nie twój samochód bezpośrednio, ale mogą generować energię elektryczną, aby go naładować. I chociaż możesz chcieć mieszkać kilka mil od takiego przedsięwzięcia, podstawy naukowe są solidne.

Sekretnym składnikiem nie jest magia. To jest piroliza.

Zapomnij o starej metodzie spalania, która po prostu zamienia odpady w popiół i dym. Piroliza podgrzewa materiały w zamkniętej komorze przy całkowitym braku tlenu. Żadnego spalania. Tylko ciepło niszczy wiązania molekularne. Wynik? Mieszanka gazu opałowego i oleju opałowego o znacznie mniejszym zanieczyszczeniu. Można powiedzieć, że jest to destylacja śmieci, a nie ich spalanie.

Dlaczego pieluchy?

Być może zastanawiasz się, dlaczego naszym celem jest coś tak absurdalnego jak odchody dzieci. Odpowiedź kryje się w trzech logicznych filarach.

Po pierwsze głośność. Mamy ogromne, niewyczerpane źródło. Dzieci nie przestają produkować odpadów tylko dlatego, że gospodarka się załamuje. To ciągły przepływ.

Po drugie logistyka. Oddzielenie pieluch od odpadów ogólnych na wysypisku śmieci jest w rzeczywistości dość proste. Stosując specjalne pojemniki do recyklingu, można odizolować je od chaotycznego mieszania się odpadów domowych.

Po trzecie i to jest główny argument: stabilność składu.

Reaktory do pirolizy są kapryśne. Działają najlepiej, gdy mają materiał o przewidywalnym składzie chemicznym. Typowe odpady komunalne składają się z tworzyw sztucznych, metali, resztek żywności i tekstyliów. Nigdy nie wiadomo, co skończy się w ciężarówce.

Pieluchy? Wiemy dokładnie, co się w nich kryje. Tworzywa sztuczne. Tekstylia. Superchłonne polimery. I tak, odpady biologiczne. Surowce są jednorodne. Jednolitość oznacza stabilność. Stabilność oznacza wydajność.

Projekt pilotażowy w Quebecu

Teoria wykracza poza laboratorium. Przedsiębiorstwo energetyczne z Quebecu w Kanadzie planuje zbudować zakład specjalnie do testowania tej technologii. Uważają, że jest to system zamknięty, do którego trafiają brudne pieluchy, które rozkładają się pod wpływem ciepła w środowisku beztlenowym i wychodzą jako nadające się do użytku produkty paliwowe.

Tu nie chodzi o ratowanie planety poprzez recykling pieluch. Chodzi o znalezienie stabilnego źródła surowców wysokoenergetycznych na potrzeby procesu, który poradzi sobie z odpadami znacznie lepiej niż jakiekolwiek składowisko.

6: Farba słoneczna

Chociaż przyglądamy się niezwykłym źródłom energii, przemysł samochodowy również zwraca uwagę na powierzchnie. Nie tylko panele, ale całe nadwozie.

Sprężone powietrze

Energia sprężonego powietrza jest na wyciągnięcie ręki w laboratorium od wielu lat. Nigdy nie dotarła na tereny wystawowe. Jeśli zagłębisz się w szczegóły, zaczniesz się zastanawiać, czy powinna kiedykolwiek opuścić stół laboratoryjny.

Zwykle pojawia się tutaj Tata Motors. Indyjski konglomerat, do którego należy Jaguar i Land Rover, od lat promuje pojazd napędzany sprężonym powietrzem. Mechanika procesu jest dość prosta. Zbiornik wypełniony sprężonym dwutlenkiem węgla uwalnia gaz. To ciśnienie napędza miniaturowy silnik tłokowy. Wał korbowy obraca się. Koła się kręcą. Jest to lekka elektrownia o niewielkich rozmiarach.

Tata uzyskała licencję na kluczową technologię od francuskiej firmy MDI, która eksperymentuje z tym pomysłem od początku lat 90-tych. Podróż MDI nie przebiegała gładko. Pozwy. Trudności. Prawie udany start, który nie powiódł się w 2010 roku.

Teraz Tata twierdzi, że są bliżej niż kiedykolwiek wyruszenia tymi samochodami na indyjskie drogi. Korzyści są oczywiste. Zerowa emisja. Żadnych paliw kopalnych. Wady są fizyczne. Samochód jest powolny. Niesamowicie powolny.

Wartości mocy i momentu obrotowego podawane są w postaci jednocyfrowej. Prędkość maksymalna wynosi około 30 mil na godzinę. Rezerwa mocy jest znikoma. Są szanse, że potrafisz biec szybciej, niż to coś jest w stanie się poruszać. To nie jest samochód autostradowy. To ciekawostka, której nie da się prześcignąć w szybkim tempie.

Energia wody

Pamiętacie film Reakcja łańcuchowa? 1996 z Keanu Reevesem? Prawdopodobnie nie. Jesteś w dobrym towarzystwie. Ale wątek fabularny jest tutaj ważny. Film opowiada o badaczach próbujących wydobyć energię z wody. W roli głównej Rachel Weisz, co jest plusem.

Fani tego filmu od dziesięcioleci zadają sobie to samo pytanie. Dlaczego nie złamaliśmy kodu wody jako paliwa? Odpowiedź jest taka, że ​​naukowcy próbują to zrobić.

W 2007 roku wynalazca John Kanzius znalazł sposób na podpalenie wody morskiej za pomocą fal radiowych. W rzeczywistości Kanzius szukał metod leczenia raka. Zauważył, że ciepło wydzielające się z płonącej wody było intensywne. Uświadomił sobie, że ciepło to może napędzać mały silnik. Koncepcja jest wykonalna. Woda morska może uwalniać energię. Jednak rozwój zatrzymał się. Nie przeszliśmy od dowodu koncepcji do praktycznego zastosowania.

Potem jest Stanley Meyer. W połowie lat 90. twierdził, że stworzył ogniwo paliwowe zasilane wyłącznie wodą. Środowisko naukowe było co do tego sceptyczne. Zniszczyli jego roszczenia. Inwestorzy go pozwali. Sąd uznał go za oszusta. Mayer zmarł w trakcie postępowania sądowego. Być może ktoś inny będzie w stanie to zrobić. W tej chwili woda pozostaje marzeniem, a nie przejażdżką.

Gaz ze składowisk

Ludzie są świetni w marnowaniu rzeczy. Zapełniamy składowiska śmieciami. Wyrzucamy rzeczy bez zastanowienia. To marnotrawne społeczeństwo.

Ale co, jeśli te śmieci staną się paliwem?

Naukowcy mówią: tak. Gaz składowiskowy, znany również jako biogaz lub biometan, to jeden z niewielu pomysłów na tej liście, który faktycznie sprawdza się poza laboratorium. Akcja nabiera tempa w USA i za granicą. Jest odnawialny. I to w obfitości.

Materiały organiczne rozkładają się na wysypiskach śmieci. W wyniku rozkładu powstaje metan i inne gazy. Składowiska są zasypane. Wychwytywane są gazy. Są ściskani. Następnie jest spalany jako paliwo.

Korporacje zwracają na to uwagę. Firma Apple ogłosiła niedawno, że będzie wykorzystywać biogaz do zasilania ogniw paliwowych w swoim zakładzie w Karolinie Północnej. To praktyczne rozwiązanie ogromnego problemu. Produkujemy tony śmieci. Możemy zamienić to w energię.

Czekolada

Następna pozycja na liście brzmi jak żart. Ale to nieprawda. Odpady czekoladowe przekształcane są w energię.

Zakłady przetwórstwa spożywczego wytwarzają ogromne ilości ubocznych produktów kakaowych. Łuska kakaowa. Skorupa kakaowa. Materiały te są bogate w energię. Zamiast pozwalać, aby gniły na wysypisku śmieci, inżynierowie poddali je recyklingowi. Wynik? Biopaliwo stałe.

To nie jest teoria. Fabryki w Holandii i Niemczech już wykorzystują odpady czekoladowe do wytwarzania energii elektrycznej. Proces jest prosty. Odpady kakaowe są spalane. Para napędza turbiny. Energia wchodzi do sieci.

To cykliczne. To skuteczne. Dzięki temu słodki przysmak stanie się źródłem energii. Jeśli nie możemy tego zjeść, możemy to spalić. A sieć energetyczna nadal smakuje dobrze.

Pomysł zapełnienia samochodu śmieciami zwykle budzi zdziwienie. Martwe koty? OK. Odpady usługowe ze składowiska? Do przyjęcia. Ale czekolada? Brzmi to jak żart, dopóki nie zobaczysz samochodu wyścigowego Formuły 3 ścigającego się po torze na diecie składającej się z odpadów cukierniczych.

Naukowcy z Uniwersytetu w Warwick w Wielkiej Brytanii nie tylko to wymyślili – oni to stworzyli. W 2009 roku lider projektu James Meredith powiedział dziennikowi The New York Times o zaskakującym fakcie: każdą substancję zawierającą tłuszcze można przekształcić w olej napędowy. To nie jest tylko teoria. To jest inżynieria.

Paliwo napędzające tę ekologiczną maszynę pochodzi bezpośrednio z fabryki Cadbury w Anglii. Dlaczego? Ponieważ jest łatwo dostępny, bogaty w lipidy i, szczerze mówiąc, sprawia, że ​​proces badawczy jest nieco słodszy. Zakład dostarczał surowe odpady — zasadniczo skrawki, które nie weszły do ​​produktu końcowego — które zespół przetworzył na biodiesel.

Ale sam samochód był równie radykalny jak jego paliwo. Nie został zbudowany na standardowym podwoziu. Powstał niemal w całości z materiałów organicznych pochodzących z recyklingu i pochodzenia roślinnego. Pomyśl o konopiach, lnie i innych biokompozytach. Żadnej stali. Żadnych tradycyjnych tworzyw sztucznych. Tylko przetworzona natura.

Jeśli porównać to do nowoczesnej Toyoty Prius – często cytowanej jako symbol ekologicznej jazdy – wydaje się ona nieco mniej przyjazna dla środowiska. Prius jest wydajny, to prawda. Nadal jednak opiera się na paliwach kopalnych i produkcji syntetycznej. Projekt Warwick opierał się na odpadach spożywczych i powstał od podstaw.

Nasuwa się proste pytanie: dlaczego mamy taką obsesję na punkcie ropy, skoro nasze kosze na śmieci są pełne potencjalnej energii?

1: Algi

Jeśli odpady czekoladowe są dziwnym kuzynem biopaliw, to glony to cicha siła, którą wszyscy próbują odkryć. Tu nie chodzi o gust. Chodzi o wydajność produktu.

Algi rosną szybko. Bardzo szybko. Niektóre gatunki potrafią podwoić swoją biomasę w ciągu kilku godzin. Nie potrzebują gruntów ornych, co oznacza, że ​​nie konkurują o glebę z roślinami spożywczymi. Mogą rosnąć w stawach, zbiornikach, a nawet ściekach. Są też naładowane lipidami – tymi samymi, które umożliwiły powstanie czekoladowego oleju napędowego.

Proces jest prosty na papierze. Uprawiasz glony, zbierasz plony i wydobywasz olej. Olej ten jest następnie transestryfikowany w celu wytworzenia biodiesla. Pozostałą biomasę można często wykorzystać na paszę dla zwierząt lub do dalszej produkcji energii. To błędne koło. Albo prawie zamknięte.

Naukowcy testują obecnie odmiany glonów, które rozwijają się w trudnych warunkach – wysokim zasoleniu i ekstremalnych temperaturach. Dlaczego? Ponieważ jeśli mogą rosnąć tam, gdzie nic innego nie może rosnąć, koszty produkcji znacznie się zmniejszają. Celem nie jest tylko produkcja paliwa. Celem jest produkcja go taniej niż benzyna, bez dotacji.

Niektóre firmy już się rozwijają. Zakłady pilotażowe w Kalifornii i Europie produkują galony paliwa na bazie alg. Nie beczki. Galony. To jest początek. Jednak przejście od stołu laboratoryjnego do pompy benzynowej powoduje, że sprawy stają się skomplikowane. Kolekcja mikroskopijnych roślin na skalę przemysłową. Suszenie ich wymaga energii. Ekstrakcja oleju wymaga rozpuszczalników.

Czy warto? Na razie jest to rozwiązanie niszowe. Jednak wraz ze zmianami cen ropy i wzrostem podatków od emisji dwutlenku węgla gospodarka się zmienia. Algom to nie przeszkadza

Zapomnij o polach kukurydzy. Patrzeć w dół.

Najbardziej obiecujący kandydat na tej liście nie pochodzi z kompostownika, resztek kuchennych ani nawet z kuwety Twojego kota. Powstaje z ciemnych wód morza. Naukowcy na całym świecie ścigają się, aby przenieść biopaliwa na bazie alg ze sterylnych laboratoriów do elektrowni, które mogą ogrzewać domy i oświetlać miasta.

Glony torują drogę do stworzenia biopaliw, które mogłyby uzupełnić lub zastąpić naszą zależność od paliw kopalnych. Proces jest prosty. Olejek ekstrahuje się z komórek alg różnymi metodami mechanicznymi i chemicznymi. Olej ten jest następnie mieszany z innymi składnikami w celu wytworzenia biodiesla. Przewaga logistyczna? Algi są łatwe w uprawie. Świetnie radzą sobie w zbiornikach. Nie potrzebują ziemi uprawnej.

Dzięki temu są naprawdę opłacalnym źródłem energii odnawialnej. Pod względem produkcji paliwa z akra glony są znacznie lepsze od kukurydzy. Unikają także etycznego pola minowego, jakim jest zagrożenie dla globalnych dostaw żywności. W rezultacie zarówno agencje rządowe, jak i prywatni inwestorzy poczynili znaczne inwestycje w badania nad paliwem z alg.

Problem z synchronizacją

Oto sedno. Rozwój jest na bardzo wczesnym etapie. Dlatego nie widziałeś tego jeszcze na stacjach benzynowych.

Niedawne badanie pokazuje, że biodiesel z alg zanim trafi na rynek, zajmie co najmniej dekadę. Technologia istnieje. Potencjał jest realny. Jednak infrastruktura i opłacalność potrzebne do masowej adopcji pozostają nieuchwytne.

Jest to jednak jeden z najbardziej obiecujących dostępnych obecnie pomysłów na paliwa alternatywne. I w przeciwieństwie do innych testowanych biopaliw, nie śmierdzi brudnymi pieluchami. 🌊