Art Deco nie tylko ozdabiało ściany. Kształtował stal. W okresie międzywojennym ten ruch projektowy objął prawie wszystkie obszary kreatywności. Od pionowej wielkości budynku Chryslera po geometryczne wzory w reklamach, łączył ekstrawagancję z surową, funkcjonalną prostotą.
Branża motoryzacyjna podążyła za tym trendem.
W latach trzydziestych europejskie marki ultraluksusowe nie tylko budowały samochody. Tworzyli rzeźby na kołach. Wielki Kryzys zdewastował klasę średnią, ale elita pozostała nietknięta. Zażądali samochodów, które krzyczały o bogactwie. Ci kupujący chcieli luksusu. Chcieli samochodów, które odzwierciedlałyby śmiałego ducha epoki.
Firmy takie jak Delahaye, Delage, Talbot-Lago, Voisin i Bugatti istniały, aby służyć tej niszy. Stworzyli mechaniczne cuda. Zwykły człowiek mógł je podziwiać jedynie stojąc na chodniku. Ale stalowe podwozie to tylko połowa historii. Konstruktorzy nadwozi, tacy jak Chapron, Figoni et Falaschi, Gangloff i Vanvooren, opakowali te ramy w oszałamiające nadwozia. Ich prace inspirują do dziś.
Estetyka była wyjątkowa. Gładkie skrzydełka. Długie, wystające kaptury. Opływowe kształty przecinają powietrze. To nie były tylko pojazdy. To były odważne stwierdzenia. Wysoki styl. Z biegiem czasu trend ten stał się dostępny dla masowego konsumenta. Niedrogie modele amerykańskie, takie jak Chrysler Airflow, przejęły te cechy, udowadniając, że styl ten cieszył się powszechnym uznaniem.
Wracamy. W czasach, gdy ulicami rządziły szalone samochody. Przeanalizujemy ten ruch. Prześledźmy jego wpływ na projektowanie samochodów. I dowiemy się, gdzie dziś spoczywają te przyciągające wzrok relikty.
Czym jest Art Deco?
Aby zrozumieć, dlaczego te samochody wyglądają tak, jak wyglądają, musimy wrócić do korzeni. Art Deco pojawiło się po I wojnie światowej. Była to reakcja na pretensjonalne, płynne krzywizny stylu secesyjnego. Zamiast tego zwrócił się ku geometrii. Uwielbiał symetrię. Inspiracje czerpał z nowoczesności: części samochodowych, drapaczy chmur i szybkości.
Styl został zdefiniowany przez jasne kolory i wysokiej jakości materiały. Mosiądz. Chrom. Mający szczęście. Drogie drzewo. Chodziło o demonstrację. Nie tylko ze względu na cenę, ale także na kunszt wykonania. W zastosowaniu do samochodów zaowocowało to agresywnymi liniami i poczuciem ruchu, nawet gdy samochód był nieruchomy.
Ten język projektowania wykracza poza podwozie. Podyktował także wystrój wnętrza. Skóra. Aksamit. Polerowany metal. Każda powierzchnia była traktowana jak płótno. W rezultacie samochód mniej przypominał narzędzie, a bardziej dzieło sztuki. Dla zamożnego nabywcy lat trzydziestych był to niepodważalny wymóg.
Od salonów paryskich po salony w Detroit
Art Deco to było coś więcej niż tylko moda. To była całkowita rewolucja estetyczna. Objęło ono wszystkie media wizualne. Malarstwo. Architektura. Nawet tostery. Styl ten dominował w okresie międzywojennym. I trwało to potem przez kilka lat.
Ruch powstał w Paryżu. Wyrósł ze stylu Art Nouveau. Poprzedni styl miał obsesję na punkcie organicznego chaosu. Kwiaty. Winorośl. Dzikie krzywizny. Było dekoracyjne aż do wyczerpania.
Art Deco odciął ten nadmiar. Domagał się geometrii. Czyste linie. Ostre zakręty. Kolory były żywe. Kształty są opływowe. Wyglądało na drogie. I było drogie. Były to dobra luksusowe dla świata wychodzącego z oszczędności I wojny światowej. Idealnie pasowały do ekscesów szalonych lat dwudziestych.
Można go było zobaczyć wszędzie. Budynek Empire State. Sala Muzyczna Radia Miejskiego. Budynek Chryslera. Wszystko w Nowym Jorku. Tętniło nim także Los Angeles i Miami. To był wizualny język starego Hollywood.
Meble poszły w ich ślady. Wysokiej klasy przedmioty zostały wykonane z rzadkiego drewna. Polerowane metale. Kochana skórko. Kształty były okrągłe, ale proste. Nowoczesny. Funkcjonalny.
Styl wymarł w latach czterdziestych XX wieku. Wojna przyniosła inny rodzaj oszczędności. Ale wpływ pozostał. Nastąpiły przebudzenia. Estetyka zachwyca do dziś.
Ale jak ten graficzny, geometryczny luksus przełożył się na stal i chrom na autostradzie? Tutaj robi się ciekawie.
Definicja samochodów w stylu Art Deco
Co dokładnie sprawia, że samochód jest Art Deco?
Nie chodziło tylko o naklejenie na drzwiach wzoru słońca. Chodziło o sylwetkę. Proporcje. Filozofia maszyny.
Samochody z początku XX wieku były zasadniczo powozami konnymi z silnikami. Kwadrat. Pionowy. Z ozdobnymi kratkami, które wyglądają jak pudełka na biżuterię.
Zmieniły to samochody w stylu Art Deco. Przyjęli zasady usprawniania. Nie chodziło tylko o aerodynamikę. To była prędkość wizualna. Nawet stojąc w miejscu, samochody te wyglądały, jakby jechały do przodu.
Kluczowe elementy projektu samochodu w stylu Art Deco obejmują:
- Kratki geometryczne: Listwy pionowe. Wzory sześciokątne. Motywy w postaci promieni słonecznych. Zastąpiły chaotyczne motywy kwiatowe z przeszłości.
- Akcenty chromu: Intensywne użycie chromowania. Nie tylko dla blasku. Ale także dla geometrycznej przejrzystości. Chromowane detale podkreśliły linię nadwozia.
- Integracja skrzydeł: Skrzydła są teraz wyrzeźbione. Wpłynęły do ciała. Nie były to tylko przykręcane błotniki. Stały się częścią „struktury kostnej” samochodu.
- Profile w kształcie litery V: Przód w kształcie wachlarza jest kultowy. Krawędzie kaptura opadły. Skrzydła rozszerzyły się na zewnątrz. Stworzyło to wrażenie agresywnego ruchu do przodu.
- Szczegóły Sunburst: Bezpośrednie nawiązanie do starożytnych kultur. Koła. Kraty. Tablice przyrządów. Wszystkie miały promieniste linie.
Te samochody były towarami luksusowymi. Znaki statusu. W okresie międzywojennym nastąpił gwałtowny rozwój miast. Ludzie chcieli samochodów, które odzwierciedlałyby ich nowe, nowoczesne życie.
Samochody w stylu Art Deco połączyły te dwa światy. Były mechaniczne. Ale były też obiektami sztuki. Odzwierciedlały optymizm lat dwudziestych XX wieku. Nadzieja z lat 30.
Upadek stylu zbiegł się z końcem
Elegancki połysk stali i chromu
Lata 20. i 30. dały nam coś więcej niż tylko klapy i jazz. Dali nam Art Deco. Był to styl, który krzyczał o prostocie ubranej w wielkość. Samochody poszły w ich ślady. Nie służyły tylko do przemieszczania się z punktu A do punktu B. Były seksowne. Ekscytujący.
Jeśli spojrzysz na samochód z tamtego okresu, od razu go rozpoznasz. Dwudrzwiowe coupe. Roadstery. Kaptury długie, wydłużone, przypominające drapieżniki. Małe, okrągłe pnie, które prawie nie istniały. Skrzydła były długie i zakrzywione, ściśle przylegające do kół. Reflektory były okrągłe. Chrome był wszędzie.
Ale prawdziwym sekretnym składnikiem była opływowa konstrukcja. Te samochody wyglądały szybko, nawet gdy były zaparkowane. Gładkie krzywizny. Ścisłe linie. Mechanizm zamrożony w stali.
Era pracowni samochodów-seryjnych
Jak je stworzyli? Karosseria.
Duże firmy, takie jak Bugatti, produkowały gołe podwozie i silnik. Podstawa. Potem przejęła ją inna firma. Zaprojektowali ciało. Tapicerowali wnętrze. Powiedziałeś im dokładnie, czego chciałeś. Zbudowali dla ciebie samochód.
W rezultacie powstały jedne z najpiękniejszych samochodów, jakie kiedykolwiek wyprodukowano. Głównie z Francji. Ojczyzna tego stylu. To nie były tylko samochody. Były to jachty lądowe dla superbogatych.
Weź Hispano-Suiza J12 Cabriolet. Napędzał go masywny, 12-cylindrowy silnik o pojemności 9,0 litrów. Typ lotniczy. Miłośnikowi motoryzacji nie trzeba tłumaczyć, jak głośne było to urządzenie.
Potem był kabriolet Delahaye 165. Również V-12. Moc nie wchodziła w grę. To było obowiązkowe.
I Delage D8-120 Cabriolet. W latach trzydziestych ten przedmiot kosztował 200 000 dolarów. Pomyśl o tym. Przeciętny amerykański dom kosztuje około 3800 dolarów. Można kupić dom i nadal mieć pieniądze. Albo możesz kupić Delage i modlić się, żeby się nie zepsuł w drodze do zamku.
Demokratyzacja marzenia
Czy każdy może posiadać samochód w stylu Art Deco? Nie. Nie od razu.
Ale styl ten przedostał się również do tańszych samochodów. Zaczął pojawiać się w tańszych samochodach. Doskonałym przykładem był Chrysler Airflow. Miał gładki kształt. Zaokrąglone skrzydła. Zakrzywiona osłona chłodnicy w formie „wodospadu”. Został zaprojektowany z uwzględnieniem zasad Art Deco.
Czy był na sprzedaż? Niedobrze. Przeciętni nabywcy uważali, że jest zbyt egzotyczny. Zbyt pretensjonalne. Wyprzedził swoją epokę. A może było to po prostu zbyt dziwne jak na erę Wielkiego Kryzysu.
Dziś Airflow jest uważany za klasykę designu. Arcydzieło, które nie powiodło się w salonie, ale odniosło sukces w historii.
Gdzie oni teraz są?
Nadal można je zobaczyć. W muzeach. W kolekcjach prywatnych. W miejscach, gdzie pieniądze mówią głośniej niż hałas.
Wiele z tych klasycznych samochodów przetrwało. Nie wszystkie. Niektóre zgniły. Niektóre się rozbiły. Niektóre zostały rozebrane na części. Ale te, które pozostały, to skarby.
Są przechowywane w klimatyzowanych garażach. Pod jasnym światłem. Ludzie mijają i zamierają. Zastanawiają się, jak ktoś mógł na nich jeździć. Jak ktokolwiek mógł sobie na nie pozwolić?
Pytanie nie brzmi, gdzie oni są. Pytanie brzmi, dlaczego nadal nam zależy. Dlaczego patrzymy
Zniknięcie Art Deco w projektowaniu samochodów
Błyszczący nadmiar lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku ostatecznie ustąpił miejsca czemuś znacznie bardziej stonowanemu. Samochody w stylu Art Deco nie przetrwały swoich czasów. W miarę upływu dziesięcioleci estetyka zmieniła się z towarzyskiego przepychu na konserwatywne, utylitarne linie. Ten styl po prostu nie przetrwał.
Główną przeszkodą było przetrwanie. Wielu producentów po prostu nie przetrwało II wojny światowej. Ci, którzy przeżyli, wyprodukowali samochody w tak ograniczonych ilościach, że znalezienie ich dzisiaj to jak szukanie igły w stogu siana. Bugatti i Delahaye są tego najlepszymi przykładami: zostały zbudowane dla ultrabogatych, a nie do masowej produkcji.
Wysokie oferty na aukcji
Kiedy pojawia się autentyczny egzemplarz z tamtej epoki, ceny stają się astronomiczne. Kupujący kupują nie tylko metal; kupują historię w nieskazitelnym stanie. Uwierzytelnianie jest krytyczne. Podróbki lub źle odrestaurowane kopie kosztują zaledwie grosze. Autentyczne egzemplarze o jakości muzealnej kosztują fortunę.
Weź Bugatti 57SC z 1937 r. W 2008 roku poszedł pod młotek za prawie 8 milionów dolarów. Liczba ta nadal wydaje się szalona. Podkreśla, jak rzadkie stały się te samochody. Niegdyś wszechobecne symbole luksusu, obecnie są wymarłym reliktem.
Muzea i kolekcje prywatne
Większość zachowanych samochodów w stylu Art Deco nigdy więcej nie pojawia się na drogach publicznych. Mieszkają w muzeach o kontrolowanym klimacie. Muzeum Motoryzacji Mullin w Oxnard w Kalifornii jest wiodącym miejscem dla tej szczególnej niszy. Jego misja jest wyjątkowa: uczczenie francuskich samochodów z lat 30. XX wieku.
Kolekcję tę zgromadził Peter Mullin, przedsiębiorca z Los Angeles. Obejmuje samochody należące wcześniej do Otisa Chandlera, byłego wydawcy Los Angeles Times i znanego entuzjasty samochodów. Skład brzmi jak zestawienie „kto jest kim” przedwojennej europejskiej produkcji samochodów:
- 1934 Voisin C27 Grand Sport Cabriolet, dawniej należący do szacha perskiego.
- Odrestaurowany kabriolet Delahaye 165 z 1938 r.
- Bordowe Talbot-Lago T150C SS Speciale Teardrop Coupe z 1938 r., które do dziś przyciąga wzrok.
Współczesne echa i utracony luksus
Czy Art Deco istnieje we współczesnym designie motoryzacyjnym? Częściowo tak. Spójrz na Bugatti Veyron. Jego krzywizny nawiązują do aerodynamicznych kształtów łez z lat trzydziestych XX wieku. Ale tu jest haczyk: te kształty służą nie tylko stylowi. Są koniecznością funkcjonalną. Veyron potrzebuje takiego przepływu powietrza, aby osiągnąć prędkość 200 mil na godzinę (321,9 kilometrów na godzinę). Forma podąża za funkcją, a nie tylko za modą.
Następnie pojawiają się odniesienia do przeszłości. Chrysler PT Cruiser czerpie wiele z przeszłości. Zaokrąglone błotniki i pionowa osłona chłodnicy nawiązują do lat Art Deco. Ale bądźmy szczerzy: nie jest tak ekstrawagancki jak Panhard czy Delahaye. To jest hołd. Tani hołd.
Era nieokiełznanego luksusu minęła. Fabryki, które produkowały te arcydzieła w pojedynczych egzemplarzach, dawno zamknęły swoje podwoje. Można patrzeć na kolekcję Mullin i marzyć, ale sama epoka? Opuściła nas kilkadziesiąt lat temu.






























