Francuski luksus, który się nie poddał

3

Mówią, że era francuskich luksusowych samochodów skończyła się po wojnie. Złoty wiek takich marek jak Bugatti, Delage i Salmson został brutalnie przerwany. Nie z powodu złej inżynierii, ale z powodu niefortunnego splotu okoliczności. Niedobory benzyny, powolna gospodarka i rygorystyczne podatki na wszystko, co państwo uważało za bezużyteczne, dobijały branżę. Wyższe społeczeństwo pozostało bez paliwa. Prawdziwe odrodzenie rozpoczęło się dopiero w latach 60. XX wieku.

Prześledźmy jednak drogę od nieudanych eksperymentów do ikon stylu i zobaczmy, jakie sedany były produkowane przez francuskich producentów w latach 1960–2020.

Potykając się o wędrowca (1962)

Przez większą część lat pięćdziesiątych Renault Fregate szczyciło się wysokimi wynikami. Dzięki nowoczesnemu nadwoziu pontonowemu miał przewagę nad starzejącym się Citroënem Traction Avant. Jednak debiut Citroëna DS na Salonie Samochodowym w Paryżu w 1955 roku zmienił wszystko. DS był awangardowym samochodem, który natychmiast zmienił reguły gry. Renault potrzebowało pilnej reakcji.

Zamiast tworzyć własnego sedana executive, francuska marka zwróciła się o pomoc do Ameryki. Partnerem była firma American Motors Corporation (AMC). AMC wysłała zestawy części przez Atlantyk, a Renault zmontowało je w Belgii. Rezultatem był Rambler.

Pod maską znajdował się rzędowy, sześciocylindrowy silnik o pojemności 3,2 litra i mocy 129 KM. Na papierze brzmiało to przyzwoicie, ale rynek głosował na „nie”. Samochód był zbyt drogi zarówno w zakupie, jak i eksploatacji. A co z projektem? W oczach Francuzów wyglądał zbyt amerykańsko. Mówią, że Charles de Gaulle odrzucił nawet wersję pancerną jako swój samochód prezydencki, co było prawdziwą hańbą dla marki.

Szukaj francuskiego uroku (1965)

Renault zdało sobie sprawę, że Rambler zawodzi. Dlatego zaprosili Gustina Hucheta i nakazali mu ratować wizerunek firmy. Odrzucił stary projekt trzech pudełek i wprowadził koncepcję hatchbacka na długo przed tym, zanim stało się to modne. Nazwał go Renault 16.

Podstawa techniczna była genialna. Napęd na przednie koła to konstrukcja stosowana wcześniej w małych samochodach, takich jak Model 3 czy 4. Ale tutaj? To było jak luksus. Dostępna była automatyczna skrzynia biegów, wtrysk paliwa oraz elektrycznie sterowane szyby i zamki. W 1965 roku Rambler po cichu zniknął ze sceny, zastąpiony przez Renault 16 jako niekwestionowany lider.

Jego panowanie okazało się długie. Produkcja trwała od 1965 do 1980 roku. Miało go zastąpić Renault 20, a następnie 30, wprowadzone na rynek w 1975 roku, ale 16-tka po prostu nie chciała zginąć. Wyprodukowano i sprzedano prawie dwa miliony egzemplarzy w kilkudziesięciu krajach, w tym w Stanach Zjednoczonych. Czy to był szczyt? Najprawdopodobniej nie, ale sukces był stały.

Postaw na „Monikę” (1972)

Pod koniec lat 60-tych Facel Vega zniknął z rynku. Przemysłowiec Jean Tasteven chciał przywrócić kawałek dawnej świetności. Chciał samochodu, który mógłby konkurować z Jaguarem, Maserati, a nawet Mercedes-Benz. Do pomocy przy projektowaniu zatrudnił byłego kierowcę Formuły 1, Chrisa Ainswortha.

Nazwali model Monica na cześć żony Tastevena, Moniki, a liczba 560 wskazywała wielkość silnika.

Samochód został po raz pierwszy zaprezentowany publiczności podczas Salonu Samochodowego w Paryżu w 1972 roku. Rozwój postępował szybko. Wczesne prototypy przypominały rozciągniętego Panharda i wykorzystywały silnik V8 Teda Martina. Wyglądało to niezręcznie. Jednak model produkcyjny, który pojawił się w 1973 roku, otrzymał opływowe nadwozie w kształcie klina. Pod maską znajdował się 5,6-litrowy silnik V8 Chryslera. Potęga Ameryki we francuskim opakowaniu. To było ultraluksusowe posunięcie. Jak długo on trwał? Nie. Ale przez chwilę ta legenda istniała.