Ona naprawdę tu jest. Luce Ferrari. Żadnych więcej plotek. Żadnych cichych spekulacji w kawiarniach. Tylko samochód na scenie, podczas gdy cała branża próbuje zrozumieć to, co widzi.
Cztery silniki elektryczne. Pod maską ponad 1000 koni mechanicznych. Projekt, który zdaje się wskazywać na kryzys tożsamości marki i decyzję o spaleniu starych zasad gry. To może być najodważniejszy samochód, jaki kiedykolwiek stworzyli. A może najdziwniejszy.
Już na pierwszy rzut oka można poczuć różnicę. On jest wyjątkowy. Rodnik. Wyglądem całkowicie różni się od poprzednich modeli Ferrari. A co z salonem? Jeszcze bardziej szczerze. Albo go znienawidzisz, albo będziesz się na niego gapić godzinami. W każdym razie nie będziesz mógł się oderwać.
Nie tylko kolejny samochód elektryczny
To nie jest samochód koncepcyjny stworzony specjalnie na konferencję prasową, a potem ukryty w muzeum. To jest prawdziwy produkt. Zaprojektowany, aby pasować do głównej linii marki. To całkowicie zmienia stawkę dla Maranello.
Nie poszli po najmniejszej linii oporu. Pod tym wszystkim kryje się zupełnie nowa platforma. Zniknęły proporcje tradycyjnego supersamochodu. Bezpowrotnie. Luce to coś innego. Pełnoprawny produkt, który ma wynieść markę w powietrze, a nie być tylko projektem „na pokaz”.
Odważny wygląd
Bądźmy szczerzy: design najnowszych Ferrari to mieszanka. Jest kontrowersyjny. Ale Luce może być najbardziej polaryzującym samochodem noszącym plakietkę Prancing Horse. Nawet F80 wydaje się bardziej stonowany w porównaniu do tej kreacji.
W tworzeniu stylizacji uczestniczyło studio Loni Quince, LoveFrom. Jeśli znacie jego nazwisko z wczesnych modeli iPhone’a, od razu rozpoznacie ducha projektu. Aerodynamika jest ważniejsza niż nostalgia. Każda linia podlega przepływowi powietrza. Ferrari to przyznaje. Przede wszystkim rzeźba ciała była podyktowana wydajnością.
A co z kołami? Ogromny. Przód 23″ i tył 24″. Największe koła w historii Ferrari. Już sam ten fakt zapada w pamięć.
Salon mówi sam za siebie
Nadchodzi punkt zwrotny. Charakterystyka nie jest jego główną mocną stroną. Najważniejsze jest wnętrze.
Większość nowoczesnych samochodów zasypuje kierowcę ekranami. Wszędzie prostokąty ze szkła. Ferrari przełamuje ten trend. Opierali się na materiałach. Aluminium. Szkło. Czuje się premium. Dotykowy. Elementy cyfrowe są tu delikatne, wręcz upiorne.
Jednocześnie jest naprawdę praktyczny. Pomieści pięć osób. Bagażnik mieści 600 litrów (21,1 stóp sześciennych). Praktyczność Ferrari brzmi jak żart, dopóki nie spojrzysz na liczby. Ale to działa.
Technologie z charakterem
1050 koni mechanicznych. Przyspiesza od 0 do 100 km/h (62 mph) w 2,5 sekundy. Do 200 km/h (124 mph) w nieco ponad 6 sekund.
Nudny. To tylko liczby w arkuszu kalkulacyjnym. Ważne jest, jak jeździsz.
Nie ma tutaj symulowanej zmiany biegów. Brak plastikowego dźwięku kliknięcia symulującego pracę silnika spalinowego. Dźwignie łopatkowe niezależnie kontrolują moment obrotowy i rekuperację. Ferrari nazywa to Włączeniem zmiany momentu obrotowego. Możesz dostroić wejście i zjazd z zakrętu niemal tak szczegółowo, jak inżynier wyścigowy reguluje balans zawieszenia.
Cztery niezależne silniki dodają do tego wektorowanie momentu obrotowego i sterowanie tylnymi kołami. Akumulator jest zintegrowany z konstrukcją podwozia. Samochód sprawia wrażenie zaprojektowanego, a nie tylko złożonego.
Duży zakład
Jego koszt to 550 000 euro. To około 640 000 dolarów, zanim w ogóle wybierzesz kolor felg. Takie liczby dotyczą wyłącznie ultrabogatych. Ale reszta branży powinna być równie zainteresowana.
Technologia akumulatorów została zaprojektowana z myślą o ogniwach, które jeszcze nie istnieją. Ferrari planuje go zaktualizować w miarę ulepszania sprzętu. 800 woltów. Moc ładowania 350 kW. Ośmioletnia gwarancja bez limitu kilometrów.
Dlaczego to wszystko? Po co wypuszczać coś tak kontrowersyjnego, drogiego i niezwykłego?
To definiuje elektryczną przyszłość. Nie tylko specyfikacje. Uczucia. Styl wizualny. Dusza.
Ten samochód to projekt na przyszłość. Zobaczymy, czy inni pójdą za nim. Na razie Luce jest sama. Znak zapytania przy włączonych reflektorach.
Czy ta strategia zadziała? Czy to ma znaczenie, czy to działa? Hałas, który wydała, sugeruje, że ludzie w końcu się obudzili.






























