Samochody o agresywnym designie, ale zaskakująco skromnej dynamice

15

Wyrazisty wygląd zewnętrzny nie zawsze oznacza szybkie przyspieszenie.

Spojlery wymiarowe. Wyraziste, aerodynamiczne usta. Niskie, „złe” lądowanie. Te techniki projektowania wprowadzają nas w błąd. Pozwalają uwierzyć, że pod maską kryje się mocny silnik. To wizualne kłamstwo.

Pozory mylą. Samochód może emanować prędkością prosto z podłogi salonu, ale w prawdziwym ruchu ulicznym porusza się jak żółw. Przejdźmy do sedna niektórych samochodów, które wyglądały na szybkie, ale w rzeczywistości były dość powściągliwe.

Ukryta przeciętność Toyoty Celica

Celica wyglądała niebezpiecznie. Miał przysadzistą sylwetkę, mały wlot powietrza na masce i linie, które sprawiały wrażenie wyrzeźbionych w tunelu aerodynamicznym. Spodziewałeś się, że zobaczysz rakietę.

Ale mieli tylko 143 KM.

Moc tę wytwarzał silnik o pojemności 1,8 litra z systemem VVT-I, opracowanym wspólnie z Yamahą. Przyspieszenie do 100 km/h trwało 9 sekund. Maksymalna prędkość? Skromne 205 km/h, jeśli pozwalają na to warunki.

Czy to był zły samochód? Nie. Miał doskonałe prowadzenie. Co więcej, można go nazwać najlepszym samochodem z napędem na przednie koła roku 1999. Ale nie kupuj go dla prędkości.

Dlaczego Mazda RX-8 nie jest tak szybka, jak się wydaje

Ludzie, widząc RX-8, od razu wyobrażają sobie triumf. Schemat 2+2 wygląda nietypowo. Ciało jest sportowe. Silnik to wolnossący, szybkoobrotowy silnik rotacyjny Wankla o pojemności 1,3 litra. Ewolucja elektrowni od wersji turbo RX-7.

Oczekiwania były wysokie. Rzeczywistość okazała się… wirować.

RX-8 przybył z mocą 183 KM. Moment obrotowy? Razem 219 Nm. To przekleństwo silników obrotowych. Brak turbin oznaczał brak ciągu przy niskich prędkościach. Przyspieszenie do 100 km/h trwało 7,5 sekundy. Ćwierć mili pokonano w około 17 sekund. Przyzwoite, tak. Ale nie prędkość, o której sugerował emblemat.

Pułapka maszynowa w Toyocie GT86

Pojawił się w 2012 roku. Krytycy chwalili GT86. Łatwy. Napęd na tylne koła. Rozkład masy 50:50 zapewniał czystą przyjemność z jazdy.

Estetyka odpowiadała pochwałom. Agresywne diody LED z przodu. Lądowanie w przysiadzie. Płynna linia dachu mówiła: „prawdziwy samochód sportowy”.

Pod maską znajdował się poziomo umieszczony silnik o pojemności 2,0 litra. Rozwijał moc 197 KM. i 151 Nm momentu obrotowego. Musiał przenieść tylko 1239 kg (2731 funtów). Fizyka wiąże się z szybkością. Liczby potwierdziły: przyspieszenie do 100 km/h w 7,7 sekundy. Prędkość maksymalna 137 km/h.

Ale poczekaj.

Jeśli kupiłeś wersję automatyczną, utkniesz. Słowo „nudne” jest tutaj całkiem odpowiednie. Czas przyspieszania do 100 km/h wzrósł do 8,2 sekundy. Projekt krzyczał o wydajności. Skrzynia biegów szepnęła przeprosiny.

Czy Fisker Karma sprostał swojemu oszałamiającemu projektowi?

Henrik Fisker stworzył BMW Z8. Stworzył Astona Martina Vantage. Naturalnie Fisker Karma (2011) wyglądała jak milion dolarów.

Kaptur był długi. Był szerszy od Ferrari 36. Nadwozie kopiowało Astona Martina Rapide. Wyglądał, jakby chciał przełamać barierę dźwięku.

Co kryło się pod tym makijażem? Elektrownia hybrydowa.

Silnik 2,0 litra o mocy 260 KM. w połączeniu z dwoma silnikami elektrycznymi o mocy 201 KM. na tylnych kołach. Na zasilaniu wyłącznie akumulatorowym – w „cichym” trybie, z którego można korzystać w centrach miast – leniwie przyspieszał do 100 km/h w 8,0 sekundy.

Piękny? Tak. Szybko? Nie bardzo.

Powolny start Ferrari Mondial

Lata 80. dały nam Testarossę. Dali nam F40. Legendy.

Potem dali nam Mondial.

Wprowadzony w Genewie w 1980 roku, miał twarz Ferrari. Kultowy opadający nos. Otwory wentylacyjne dla centralnie zamontowanego V8. Obecność supersamochodu była niezaprzeczalna. Poczułaś się świetnie, stojąc obok niego.

Ale wydajność opowiadała inną historię.

Oryginalny 3,0-litrowy silnik V8 wytwarzał zaledwie 210 KM. (200 KM w USA). Z trudem osiągał prędkość 100 km/h w 8,2 sekundy. Niektóre twierdzenia mówią, że jest to bliżej 10 sekund. W końcu tak. Jeśli wystarczy autostrada, może osiągnąć 225 km/h. W końcu.

Problemy z silnikiem DeLorean DMC-12

Z DMC-12 miało być inaczej. Łatwiejsze. Mocniejszy.

Problemem było znalezienie silnika.

W prototypie wykorzystano Forda Cologne V6. Obiecujący. Potem został zastąpiony. Wybrali czterocylindrowy silnik Citroëna. Teoretycznie z turbodoładowaniem.

Samochód produkcyjny okazał się cięższy niż planowano. Silnik nie był tak mocny, jak sobie wyobrażali. Przypomina to, że wygląd tymczasowej maszyny nie oznacza, że ​​jest tym, czym jest.

Więc. Kupujesz ze względu na wygląd czy wydajność?

Czasem trzeba zaakceptować fakt, że obie opcje są złe.