Range Rover Sport Electric: ten sam wygląd, inna dusza

9

To jest samochód elektryczny. Znajduje się na nim emblemat. Wszystkie inne słowa mają znaczenie drugorzędne.

Land Rover nie jest tutaj po to, aby na nowo wymyślać koło. I na pewno nie tutaj, aby na nowo wymyślać to koło.

Pożyczanie sprzętu

Weź Range Rovera. Weź baterię. Wymień zbiornik gazu na lit.

Sport Electric zbudowany jest w oparciu o Modułową architekturę wzdłużną (MLA). To samo podwozie, co pełnowymiarowy okręt flagowy. To samo DNA, co wycofany sedan Jaguar XE nowej generacji – tak, ten sam model, który zniknął w dymie restrukturyzacji korporacji. Platforma ta została zaprojektowana z myślą o silnikach benzynowych i wysokoprężnych, a także hybrydach, ale przyjmuje również elektrony.

Land Rover nie bawi się designem. Jeśli Mercedes może dać Ci samochód, który wygląda, jakby statek kosmiczny wylądował na parkingu centrum handlowego, to Rover da Ci… Rovera.

Uszczelnij osłonę chłodnicy. Ukryj rury wydechowe. Voila. Masz nowy samochód, który wygląda dokładnie tak samo jak stary.

Moc bez ryku

Cisza. O ile nie jest uszkodzony.

Dwa silniki elektryczne rozdzielają moc na wszystkie cztery koła. 444 KM dla wersji podstawowych. 542 KM dla tych, którzy chcą poruszać się szybciej, niż pozwalają na to składki ubezpieczeniowe. Moment obrotowy jest dostępny natychmiast: 627 lb-ft (850 Nm). Rozkład mocy wzdłuż osi jest równy – 50/50, ponieważ nawet w pojazdach elektrycznych symetria jest odbierana jako oznaka najwyższej jakości.

Akumulator znajduje się pod nogami kierowcy. Jest to zespół akumulatorów o pojemności 118,5 kWh złożony z podwójnych warstw cylindrycznych ogniw firmy AESC. Brzmi to imponująco, dopóki nie porównasz tego z gigantycznym akumulatorem 141 kWh BMW iX5.

Lęk przed zasięgiem jest nadal realny. Land Rover ocenia go na 330 mil (EPA). Być może bardziej w ramach bardziej lojalnych europejskich cykli testowych. A co z konkurentem BMW? Około 435 do 525 mil.

Czy to wystarczy właścicielowi luksusowego SUV-a? Może. Zwykle żyją na terenach pagórkowatych, gdzie zasięg i tak szybko się wyczerpuje.

Szybkie ładowanie, płynna jazda

Moc ładowania do 350 kW. System 800 V. To ważne, bo nikt nie lubi siedzieć w gniazdku ładującym dłużej, niż to konieczne.

Zawieszenie? Nadal pneumatyczny. Nadal miękki. Nadal zdolny do „jedzenia” pestek na śniadanie. Możliwości terenowe są zaskakująco nienaruszone pomimo braku ręcznej skrzyni biegów, która jest głośna pod obciążeniem. Tryb pojedynczego pedału działa nawet na drogach szutrowych i gruntowych. Prawdopodobnie nigdy go nie użyjesz, ale inżynierowie i tak go uwzględnili. Tylne koła skrętne zapewniają niewielki promień skrętu i wysoką stabilność przy dużych prędkościach. Standardowe technologie, których obecnie oczekuje się.

Paradoks salonu

Zajrzyj do środka. Czy rozpoznajesz coś znajomego?

Wnętrze pozostaje praktycznie niezmienione w porównaniu do wersji benzynowej. Oznacza to dwie rzeczy. Po pierwsze, materiały wysokiej jakości – głównie. Po drugie, jest niestety dużo błyszczącego czarnego plastiku. Ekrany pozostają. Wszyscy je kochają. Ale wszyscy nienawidzą ich dotykać, gdy chcą po prostu zmienić głośność.

To worek mieszanych emocji. To jakby zamówić stek w wegańskiej restauracji i odkryć, że jest zrobiony z… no, tylko nie mięsa.

Czwarta opcja, a nie zamiennik

Nie panikuj, jeśli kochasz olej napędowy. On zostanie. Podobnie jest, przynajmniej na razie, z benzynowym V8 i wersjami hybrydowymi. Ten samochód elektryczny jest dopiero czwartym krzesłem w zatłoczonej jadalni.

Cena? Spodziewaj się bonusu. Land Rover zasugerował już, że ich zabawki elektryczne będą kosztować więcej niż ich palni przodkowie. Dlaczego? Bo teraz są „elektryczne”. Obowiązuje podatek od nowości.

Czy sceptycy dadzą się przekonać? Najprawdopodobniej tak. Elektryczny układ napędowy pasuje do Range Rovera w taki sam sposób, w jaki garnitur pasuje do mężczyzny, który musi ukryć swoje słabości. Ciche wyrafinowanie. Natychmiastowy moment obrotowy. Żadnych wibracji, które mogłyby zepsuć Twoje espresso.

Ale żeby zaczepić przyczepę? Wybierasz się na wycieczkę? Jeździć po całym kraju? To samo oszacowanie wynoszące 330 mil bardzo szybko staje się czysto teoretyczne. Wskaźniki wydajności załamują się pod rzeczywistym obciążeniem.

Premiera nastąpi jeszcze w tym roku. Reszta czeka, aby zobaczyć, ile ludzie rzeczywiście są skłonni zapłacić.

Jak myślisz? Czy cisza się sprzeda, czy jest za cicha?