Porozumienie USA-Meksyk-Kanada dotyczy „podtrzymania życia” nie dlatego, że komukolwiek się to naprawdę podoba, ale dlatego, że Waszyngton nacisnął hamulce. Wszedł w życie dziesięcioletni proces przeglądu. Oznacza to, że umowa będzie obowiązywać do 2036 roku, chyba że ktoś zgodzi się na jej przedłużenie na nowych warunkach. Albo dopóki któraś ze stron nie zmieni zdania.
Do wyjścia z transakcji wystarczy sześciomiesięczny okres wypowiedzenia. W każdej chwili.
Przemysł motoryzacyjny znajduje się w epicentrum
Oto sedno. Samochody.
Administracja Trumpa chce zmienić zasady ustalania kraju pochodzenia towarów. Aby uniknąć wysokich ceł, 75% ceny samochodu musi stanowić koszt części wyprodukowanych w Ameryce Północnej. Prosta arytmetyka. Uprzywilejowane leczenie.
Waszyngton żąda podniesienia tego progu do 82%.
Ponadto chcą, aby połowa tej wielkości – 50% całkowitych kosztów – była produkowana wyłącznie w Stanach Zjednoczonych. Mówimy o łańcuchach dostaw. A co do dźwigni.
Zgodnie z warunkami USMCA 75% samochodu musi być montowane lokalnie, aby uniknąć kar celnych.
Jeśli nie spełniasz tego standardu, musisz zapłacić. 27,5% cła od części kosztu samochodu wyprodukowanego za granicą. Stara stawka 2,5% plus nowa 25% kara za „globalne zakupy”.
Kto wygrywa? Kto przegrywa?
Krajowi producenci, tacy jak Ford i GM, wpadają w krzyżowy ogień. Ich rada branżowa twierdzi, że integracja jest dobra dla biznesu. „Ogromna przewaga konkurencyjna”. Może. Obawiają się jednak importu z krajów, które nie przestrzegają nowych przepisów. Kraje, które stosują standardowe cła w wysokości 15% bez ścisłych reguł pochodzenia, mogą oferować tańsze samochody, podważając amerykańskie linie montażowe. Potrzebują pewności. Inwestorzy nienawidzą dwuznaczności. Kapitał to tchórzliwy ptak.
Zagraniczni partnerzy się cieszą
Tymczasem międzynarodowe marki uwielbiają obecną konfigurację.
Autos Drive America, zasadniczo lobby zagranicznych gigantów motoryzacyjnych w Stanach Zjednoczonych, nazwało porozumienie sukcesem. Twierdzą, że w fabryki w USA zainwestowano miliardy dolarów. Utworzono tysiące miejsc pracy.
„Wzywamy przywódców do utrzymania istniejącego partnerstwa” – czytamy w oświadczeniu. Stabilność. Przewidywalność. Coś, co branża ceniła od sześciu lat.
Kanada chce przedłużenia umowy.
Meksyk chce go przedłużyć.
USA mówią nie. Na razie.
Trump nazwał ją kiedyś „najważniejszą umową handlową ze wszystkich”. Pięć lat później traktuje to jak szkic. Ironia jest tak gęsta, że można ją rozsmarować na chlebie.
Kolejne negocjacje odbędą się 20 lipca w Meksyku. Nie wstrzymuj oddechu, czekając na szybką naprawę. To zajmie trochę czasu. Jak zawsze.
Pytanie nie brzmi, czy umowa przetrwa.
Pytanie brzmi, jak to będzie, kiedy przeżyje.
